Menu

Going somewhere

Behind the horizon

Podróż z Siem Reap na Koh Phangan

goingsomewhere

20170201_143633

Na wariata - tak opisałbym podróż, którą odbyliśmy ze stolicy Kambodży na jedną z rajskich wysp na południu Tajlandii - Koh Phangan. Zaczęło się od rezerwacji biletu z Bangkoku na Koh Phangan - część trasy autobusem, reszta promem, łącznie jakieś 700 kilometrów. Cena bardzo atrakcyjna, bo jedyne 1200 bahtów (około 140 złotych). Wyjazd z Bangkoku planowo miał być o godz. 19. Zostało nam więc jedynie przejechać jakieś 430 kilometrów z Siem Reap do Bangkoku, a zatem przekroczyć granicę tajsko-kambodżańską. 

DSC_1618

Wstaliśmy o godzinie 6 rano i od razu zostaliśmy zawiezieni na dworzec autobusowy, skąd wygodnym klimatyzowanym autobusem udaliśmy się w kierunku przejścia granicznego w Poipet. Pod drodze oczywiście nie mogło zabraknąć przystanku w pobliżu knajpo-jadłodajni. W niezbyt spiesznym tempie dotarliśmy koło południa do przejścia granicznego, gdzie kazano nam wysiąść z autokaru, przejść odcinek na przejściu na piechotę i szukać busa po stronie tajskiej....

DSC_1632

Najpierw należało udać się do biura po stronie kambodżańskiej, gdzie wbito nam w paszporty pieczątki wyjazdowe. Biuro.... tak naprawdę to nieklimatyzowana buda pełna spoconych ludzi i godziną czekania. Po zdobyciu pieczęci mogliśmy udać się dalej w poszukiwaniu kolejnego biura - gdzie dostaniemy wizy tajskie. Nie spodziewajcie się jakichkolwiek oznakowań (chyba że po tajsku). Trzeba po prostu iść "za tłumem" główną drogą. Po dotarciu trafiliśmy na tłum ludzi czekający w ogonku pod drzwiami budynku. Do środka wpuszczano po kilkanaście osób co 10 minut. Tym sposobem straciliśmy ponad dwie godziny czekając na kolejne pieczątki.

DSC_1630

Po dostaniu się na stronę tajską (godzina 15) wiemy, że mamy bardzo mało czasu na dotarcie na 19 do Bangkoku na nasze połączenie. Bierzemy jakiegoś busa - nie wiemy, czy to nasz czy nie - i po krótkiej perswazji kierowca zabiera nas i jeszcze dwie osoby i pędzimy już do stolicy. Mamy 4 godziny.... niby dużo, kierowca pędzi na złamanie karku, docieramy do granic miasta po godzinie 18 i co? Korki oczywiście. Bangkok o tej porze jest mega zakorkowany, stoimy i słyszymy tykanie zegara. Po godzinie stania w korkach tracimy nadzieję. Mamy jeszcze spory odcinek do pokonania a kierowca ma nas wysadzić na Khao San Road - położonej w samym centrum tuż niedaleko starego miasta. W końcu docieramy do celu, jest godzina 19:30 a my z bagażami nie bardzo wiemy co robić: czy szukać innego połączenia, czy hotelu.

20170202_005840_001

Udajemy się do jakiegoś biura podróży, pytamy o połączenie, okazuje się że nie ma już nic tego dnia. Pani wysłuchawszy naszej relacji chce numer telefonu do pośrednika, od którego kupiliśmy nasze bilety. Dzwoni i co się okazuje? Nasz autobus jeszcze nie wyjechał, czeka gdzieś w okolicy dworca kolejowego Hua Lamphong. Biegiem łapiemy taksówkę, docieramy do dworca i w ostatniej chwili łapiemy autobus. Cud!!!

20170202_062132

Teraz droga jest już prosta. Z Bangkoku autobus wiezie nas na przystań w Chumphon, gdzie o 4 w nocy wysiadamy i odczekujemy 3 godziny aż się rozjaśni i prom zabierze nas na Koh Phangan. I tu ostrzeżenie: zabierzcie ciepłe rzeczy na prom, jest tam włączona klimatyzacja, której ponoć nie da się wyłączyć. W każdym razie jest zimno jak w lodówce. Ale za to za oknem widoki piękne, mijamy malowniczą Koh Tao i wreszcie zbliżamy się do celu. Jeszcze tylko złapanie taksówki w porcie bez dania się naciągnąć, i za 100 bahtów od osoby kierowca zabiera nas do hotelu. Jest 11:00, od wyruszenia z Siem Reap minęło 27 godzin....

20170202_095542

 DSC_1638

© Going somewhere
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci